Aktualności

Czas egzaminów Mateusza Gajdy. „Ten piłkarski wypadł chyba lepiej”

Rozgrywki13.05.2021 

Wiosną jedną z rewelacji w rozgrywkach eWinner II ligi jest krakowski Hutnik. Drużyna z Suchych Stawów, która na koniec ubiegłego roku zamykała ligową tabelę, obecnie coraz bezpieczniej czuje się w środku ligowej stawki. W sobotę „Hutnicy” pokonali Wigry Suwałki, a najszczęśliwszym człowiekiem w ekipie gości tego dnia był 19-letni Mateusz Gajda. – Zapamiętam na długo ten debiut – mówi pomocnik, który wyszedł na boisko w podstawowym składzie.

Gajda w Suwałkach zagrał blisko 90 minut, a Hutnik wygrał na terenie drużyny, która zamierza walczyć o awans. Nic więc dziwnego, że nasz bohater po meczu był z siebie zadowolony. 

Debiut bez stresu

– Nie czułem w trakcie gry, że jest to poziom, od którego odstaję. W środku pola grałem przeciwko rywalom, którzy na pewno wiele potrafią, można się było mierzyć z przeciwnikami, którzy są doświadczeni, jak chociażby Bartłomiej Babiarz, ale my w zespole także mamy dobrych pomocników. Przebywanie z nimi na treningach także mi wiele daje – mówi młody pomocnik, który po kolejnym zwycięstwie swojej drużyny może być coraz pewniejszy o ligowy byt Hutnika. Zespół z Suchych Stawów po wygranej w Suwałkach mocno oddalił się od strefy spadkowej. – Dopóki jednak formalnie nie będziemy pewni utrzymania, to nie będziemy o tym w takich kategoriach mówić. Kilka kroków zostało do wykonania – dodaje.

O występie w meczu w Suwałkach Gajda dowiedział się niewiele przed meczową odprawą. – Może trenerzy nie chcieli bym się stresował – zastanawia się pochodzący z Katowic pomocnik. – W każdym razie ja nie czułem presji. Przygotowywałem się mentalnie na ten moment, wiedziałem że on nadejdzie i byłem gotowy do gry – przyznaje 19-latek.

Dla młodego piłkarza ostatnie tygodnie były prawdziwym testem, nie tylko zresztą na niwie sportowej. Nie dość, że wcześniej nie grał, to jeszcze do Krakowa dojeżdżał, bo w stolicy Górnego Śląska zatrzymywały go obowiązki szkolne. – To nieraz dawało w kość, ale wiedziałem, że tak być musi. Aklimatyzacja w zespole Hutnika przebiegła bardzo fajnie, a wyniki pierwszej drużyny tylko pomogły – mówi najmłodszy zawodnik w krakowskim zespole, który w ostatnich dniach musiał sobie radzić ze stresem nie tylko z racji debiutu w seniorskich rozgrywkach na szczeblu centralnym.

W tygodniu poprzedzającym mecz z Wigrami Mateusz Gajda zdawał bowiem również maturę. – Na wyniki jeszcze czekam, ale chyba poszło dobrze – uśmiecha się młody piłkarz, który teraz czeka na kolejną część egzaminów. – A gdzie mi poszło lepiej? Było dobrze i tu i tu, ale chyba na boisku piłkarskim lepiej wypadłem i na tym zamierzam się skupiać w najbliższym czasie – dodaje z uśmiechem Mateusz.

Cały czas w górę

Mateusz Gajda swoje pierwsze piłkarskie kroki stawiał w katowickim UKS Szopienice. To dzielnicowy klub, który ciężko porównywać do Akademii GKS Katowice, czy też Ruchu Chorzów. Ale i w takich miejscach nie brakuje utalentowanych chłopaków, a Mateusz jest tego najlepszym przykładem. – Uważam, że jeżeli trafi się pod opiekę dobrego trenera, skupia się na piłce, to miejsce nie ma aż takiego znaczenia. Trzeba tylko pracować – mówi Gajda, który w Katowicach najwięcej zawdzięcza trenerowi Adamowi Dobrowolskiemu, który w miejscowym UKS prowadził go do wieku juniora.

Mateusz Gajda jeszcze dzisiaj w wolnej chwili odwiedza stare klubowe kąty. – Brakuje w klubie już chłopaków z którymi grałem, właściwie teraz w drużynie jest już tylko dwóch, ale są trenerzy, którym wiele zawdzięczam. Gdy tylko mam czas, to jestem na meczach, śledzę również co się dzieje w Śląsku Świętochłowice – mówi Gajda, który właśnie ze Świętochłowic ruszył do Krakowa.

Do czwartoligowego Śląska z Szopienic był wypożyczony, gdy jednak zdał pozytywnie testy w Krakowie, to nikt w klubie nie robił mu problemów. – Dla naszego klubu to promocja. Wiedzieliśmy, że w pewnym momencie Mateusza ciężko będzie zatrzymać, taka jest nasza ścieżka  – mówi prezes Śląska Świętochłowice Damian Malujda, w którego klubie młody Mateusz był podstawowym zawodnikiem. Sternik czwartoligowego klubu zwraca uwagę na jeszcze jedną rzecz. – Sportowy awans Mateusza to również sygnał dla innych, że może warto w młodym wieku pograć na niższym szczeblu i nabrać doświadczenia. Czasami taka ścieżka jest korzystniejsza, niż ocieranie się o ekstraklasowe kluby. Wtedy zawodnikowi trudniej pogodzić się z zejściem niżej, wielu przestaje wierzyć i kończy z piłką – analizuje Malujda.

Dodatkowe treningi na sali do MMA

Jednak i Gajda nie miał łatwo w nowym otoczeniu. Już sam fakt, że Mateusz zadebiutował dopiero w czternastym wiosennym meczu Hutnika pokazuje, że swoje musiał odczekać. – Początkowo był to dla mnie problem. Paliłem się do gry, a nie dostawałem szans. Musiałem sobie to wszystko przemyśleć, poukładać w głowie. Pomogły rozmowy z trenerem, z bliskimi, którzy mnie wspierają. Najwięcej jednak dały mi rozmowy z samym sobą. Poukładałem sobie to wszystko w głowie i zdecydowanie łatwiej mi się czekało na swoją szansę, starałem się przede wszystkim nie marnować tego czasu – opowiada defensywny pomocnik.

A Mateusz docenia każdą chwilę w Krakowie, bo o angaż na Suchych Stawach musiał się starać... podwójnie. Najpierw zaliczył pozytywnie test u trenera Leszka Janiczaka pod koniec ubiegłego roku, a gdy wraz z nowym rokiem pojawił się trener Szymon Szydełko Gajda również jemu musiał udowodnić swoją przydatność. – Awans z IV ligi na szczebel centralny to duży krok w przód i choć wiedziałem, że mam umiejętności, wcale nie byłem przekonany, że dostanę się do drużyny Hutnika – wspomina tamte momenty obiecujący pomocnik.

Mateusz w każdej wypowiedzi imponuje dojrzałością, tak było już zresztą wcześniej. Grając w czwartej lidze, gdzie większość jego kolegów traktowała piłkę jako fajny dodatek i miły przerywnik, młody chłopak nie zwracał uwagi na towarzystwo. Gdy poczuł swoją szansę, to jej nie wypuścił z rąk. Zaczął trenować dwa razy dziennie. W ramach uzupełnienia ćwiczeń w klubie uczęszczał na dodatkowe, specjalistyczne treningi, gdzie nie tylko skupiano się na analizie jego zachowań w trakcie meczu, ale były również zajęcia z psychologii, motoryki, jak również ćwiczenia MMA. – W Świętochłowicach poczułem, że mogę zacząć grać poważnie w piłkę, więc starałem się to wykorzystać. Pod każdym aspektem w tym czasie się rozwinąłem, ale najwięcej dało mi odblokowanie głowy. Był także postęp pod względem technicznym i pod kątem zachowań boiskowych – przyznaje.

Grać co tydzień

Mateusz zaczynając swoją przygodę piłkarską od najniższych klas rozgrywkowych właściwie nie zagrał do tej pory... jedynie w trzeciej lidze. – Ale wiele wskazuje na to, że z Hutnikiem mi to nie grozi – dodaje z ulgą. – A co dalej, pierwsza liga i ekstraklasa? Czemu nie. W końcu to moje marzenia piłkarskie – zauważa.

Teraz defensywny pomocnik ma jednak przed sobą bardziej przyziemne cele. – Wchodzić do gry w kolejnych spotkaniach – mówi. – Chciałoby się grać wszystko od pierwszej minuty, ale wiem również, że rywalizacja w Hutniku jest silna, koledzy również chcą grać, więc trener ma pozytywny ból głowy. Ja na pewno będę ciężko pracował i walczył o swoje, bo wiem, że to przynosi efekty – dodaje na koniec.

Tadeusz Danisz

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 REGULAMIN PROFILU UŻYTKOWNIKA PZPN Polityka prywatności