Aktualności

[WYWIAD] Artur Derbin: By awansować do ekstraklasy, trzeba grać tak jak skakał Adam Małysz

Rozgrywki11.05.2021 

GKS Tychy od 1977 roku nie grał w najwyższej lidze. W tym sezonie drużyna trenera Artura Derbina stoi przed szansą powrotu do ekstraklasy i to w roku jubileuszu 50–lecia klubu. – Chcemy w końcu sprostać oczekiwaniom. W Tychach jest piękny stadion, a kibice, działacze i nawet prezydent miasta wciąż czekają na awans. Także dla nas trenerów i piłkarzy byłby to ogromny sukces – zapewnia szkoleniowiec tyskiej drużyny.

W poprzednim sezonie GKS Tychy miał czterech trenerów i kolejny raz z zapowiedzi walki o awans ekstraklasę nic nie wyszło. Od początku bieżących rozgrywek pan prowadzi zespół, który jest na miejscu dającym bezpośredni awans.

Sezon prawie się kończy, a ja nadal szkolę GKS. Niestety u nas to nie jest normą, że trenerzy pracują przez całe rozgrywki. Zbyt szybko ich się rozlicza. Budowa drużyny to proces. To nie jest tak, że można szybko odmienić zespół. Oczywiście, zdarza się, że po przyjściu nowego trenera, zespół zaczyna wygrywać, ale jest to zwykle na krótką metę.

Chyba, że mówimy o Sandecji Nowy Sącz, która pod wodzą Dariusza Dudka gra jak z nut.

To prawda, ale z drugiej strony są przykłady Rakowa Częstochowa czy Pogoni Szczecin, których trenerzy dostali duży kredyt zaufania i wiemy jak spisują się w tym sezonie. W moim przypadku po przyjściu do GKS Tychy nie zadziałało powiedzenie o nowej miotle. Na początku wcale tak dobrze nie wyglądaliśmy. Powoli się poznawaliśmy, wprowadzałem swoje pomysły i przekonywałem zawodników do innego postrzegania piłki. Podobnie było jak prowadziłem GKS Bełchatów. Kiedy objąłem ten zespół, broniliśmy się przed spadkiem. Na szczęście z powodzeniem. W kolejnym sezonie wywalczyliśmy awans do pierwszej ligi. To był ogromny sukces, zwłaszcza jeśli wziąć pod uwagę problemy finansowe, z którymi na co dzień mierzyliśmy się w tym klubie.



Od kilku lat w GKS Bełchatów nie dzieje się zbyt dobrze. Pan jednak zdecydował się objąć ten zespół.

Od początku warunki pracy były trudne, ale zdawałem sobie z tego sprawę. Może poza bazą treningową, bo ta była dla nas w zupełności wystarczającą, a boisko zawsze przygotowane. Mimo wszystko za tym klubem też stoi bogata historia – wicemistrzostwo Polski, start w europejskich pucharach. Trenerzy tak, jak piłkarze planują swoje kariery. To był dobry ruch z mojej strony. Po pracy w pierwszoligowych Zagłębiu Sosnowiec i Chojniczance nie miałem problemu, by zejść niżej. Choć często trzeba było w GKS Bełchatów gasić pożary, to jednak osiągnęliśmy sukces. Trochę dobiła nas pandemia. Rozjechaliśmy się do domów, kontaktowaliśmy niemal wyłącznie za pomocą komunikatorów i zespół miał coraz bardziej wszystkiego dosyć. Nie chciałem trwać w marazmie. Kiedy później pojawiła się oferta z GKS Tychy, długo się nie zastanawiałem. Nie było na co czekać, zwłaszcza w czasach pandemii nie było wiadomo, jak kluby będą funkcjonować.

GKS Tychy rozkręcał się z meczu na mecz. Po drugiej kolejce byliście na 14. miejscu, po ósmej na dziewiątym, po 17. na czwartym, a w 27. kolejce awansowaliście na pozycję wicelidera.

Tabela będzie liczyła się dopiero na koniec rozgrywek. Jesteśmy stabilni i realizujemy to, co zakładaliśmy przed sezonem. Zwłaszcza, jeśli chodzi o taktykę i punktowanie. Najważniejszy będzie finał rozgrywek i wtedy będziemy rozliczani. Po pierwszej rundzie wydawało się, że pewniakiem do ekstraklasy będzie Termalica Nieciecza i dla niej rezerwowano pierwsze miejsce. Jeśli jednak przegra zaległy mecz z Radomiakiem, kwestia bezpośredniego awansu będzie otwarta i będzie znów liczyło się kilka zespołów. W GKS od początku mamy nakreślony cel walki o miejsca 1-6. Nasza droga do pozycji wicelidera nie była usłana różami, zdarzały się wpadki, ale jesteśmy blisko celu. Zostało nam pięć spotkań i do każdego musimy przygotować się najlepiej jak potrafimy.



Co udało się pan najbardziej zmienić w GKS?

Bardzo mocno poprawiliśmy grę w obronie. Mniej goli stracił tylko Radomiak. Defensywa to dla nas fundament. Zaczęliśmy stosować wysoką obronę i często atakujemy rywala na jego połowie. Zmieniliśmy sposób budowania ataku, częściej też zaczynamy akcje od piątego metra. Chodzi mi po głowie pomysł gry trzema obrońcami, ale skoro na razie defensywa dobrze funkcjonuje, to nie będę nic zmieniał.

Od lat mówiło się o tym, że GKS Tychy chce awansować do ekstraklasy, a zamiast tego zdarzyło się nawet, że spadł do drugiej ligi.

Podobnie było w GKS Katowice. Potrzeba cierpliwości, spokoju, zaufania i wsparcia w tych trudnych momentach, bo nie da się przejść całego sezonu suchą stopą. Przyglądałem się GKS Tychy i raz mieli dobrą wiosną, a raz lepszą jesień. Trzeba mieć obie rundy stabilne, by myśleć o awansie. Adam Małysz też zawsze podkreślał, że do wygranej potrzebne są dwa dobre, równe skoki. Chcemy w końcu sprostać oczekiwaniom. W Tychach jest piękny stadion, a kibice, działacze i nawet prezydent miasta wciąż czekają na awans. To dobry moment, bo klub obchodzi 50-lecie istnienia. Pamiętamy jednak, że w lidze nie brakuje godnych rywali i trzeba im się przeciwstawić. I nie chodzi tylko o czołówkę, ale też o zespoły broniące się przed spadkiem, które zaciekle walczą na boisku.



Co dalej, jeśli uda się awansować. Przykłady z ostatnich sezonów nie pozostawiają złudzeń. W tym sezonie dwa ostatnie miejsca zajmują beniaminkowie, rok trwała przygoda ŁKS, Zagłębia Sosnowiec czy Miedzi Legnica.

Najpierw trzeba zrobić wszystko, by znaleźć się w ekstraklasie. To będzie duży sukces. Rozmawiałem z Krzyśkiem Brede, byłym trenerem Podbeskidzia Bielsko–Biała czy Markiem Papszunem z Rakowa. Razem zdawaliśmy licencję trenerską UEFA Pro. Staram się dowiedzieć najwięcej jak poradzić sobie w ekstraklasie. Mam dość młody zespół, złożony prawie z samych Polaków. Trzeba by pozyskać zawodników podnoszących jakość, by pomogli w rozwoju tym, którzy są w zespole.

Rozmawiał Andrzej Klemba

Fot. Cyfrasport

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 REGULAMIN PROFILU UŻYTKOWNIKA PZPN Polityka prywatności