Aktualności

[FUTSAL] Historyczny Puchar Polski dla Red Dragons. „To spełnienie marzeń”

Piłka Ligowa04.05.2021 
Mnóstwo zwrotów akcji w finałowym dwumeczu, ogromne emocje, w końcu wygrana po rzutach karnych – tak w skrócie wyglądała finałowa rywalizacja w futsalowym Pucharze Polski drużyny Red Dragons Pniewy z Piastem Gliwice. Dla ekipy z Wielkopolski to historyczny sukces, na który w klubie pracowano od lat. – To zwieńczenie pewnego etapu – mówi krótko menadżer Rafał Gnybek, który był jednym z głównych pomysłodawców drużyny futsalowej w Pniewach.

Na wracających z Gliwic futsalistów Red Dragons czekali o świcie kibice z szampanami i racami. Widok to w realiach futsalowych rzadki, ale w Pniewach nie może dziwić. Bo jeżeli Gliwice – miasto finałowego rywala Red Dragons – może uchodzić za kolebkę futsalu w naszym kraju, to jednym z innych, głównych ośrodków, gdzie z futsalem kibice bardzo mocno się utożsamiają, są właśnie Pniewy. – Fani u nas mocno żyją futsalem, znają się na tym sporcie, chcą się dowiadywać, co u nas słychać. Jest z kim świętować – cieszy się Gnybek.

Ferguson z Pniew

Dla drużyny Red Dragons to największy sukces w historii klubu. Do tej pory „Czerwone Smoki” najmilej wspominają sezon 2014/2015, kiedy to w roli beniaminka w Futsal Ekstraklasie zajęły czwarte miejsce. – Widać, że w Pniewach kibice tym sukcesem żyją. Od rana nie da się przejść spokojnie przez miasto, telefon cały czas dzwoni, SMS-ów z gratulacjami przychodzi pełno. Z czasem może być to męczące, ale fajnie, że jest ku temu powód – mówi Gnybek.



Korzenie futsalu w wielkopolskiej gminie sięgają początków XXI wieku. Wtedy to w ramach rozgrywek ligi środowiskowej zaczęli organizować się miłośnicy gry na hali. Milowym krokiem w promowaniu tej dyscypliny był klub Akademia FC Pniewy, który na przełomie pierwszej i drugiej dekady XXI wieku niepodzielnie rządził w ligowym futsalu. Problemy dopadły jednak klub, a w miejsce hegemona „wskoczył” stawiający na pracę u podstaw Red Dragons. – Wszystko zaczęło się właściwie od ligi środowiskowej w Szamotułach. Tam zaczęliśmy propagować futsal jako dyscyplinę sportu. Gdy jednak powstała hala w Pniewach, to wystartowaliśmy z podobnym pomysłem u nas i rozwinęliśmy klub – mówi o początkach z 2005 roku Rafał Gnybek. – Ponad dekadę gramy już w rozgrywkach ligowych. Mały klub, ale zrobiliśmy sukces, o jakim na starcie nie marzyliśmy – dodaje.

Nauczeni błędami kolegów z wcześniejszego klubu przedstawiciele Red Dragons swoją filozofię opierają przede wszystkim na wychowankach i chłopakach z Pniew. – Chcemy przede wszystkim szkolić młodzież, a ta z czasem ma trafiać do pierwszej drużyny – powtarzali nieraz włodarze klubu. Niebagatelną rolę w tym procesie odgrywa Łukasz Frajtag. To on od momentu powstania Red Dragons został trenerem, przez długie lata łącząc trenerską pracę z występami na parkiecie. Teraz poświęcił się wyłącznie pracy szkoleniowej i wraz z całym klubem świętuje największy sukces. – Alex Ferguson pracował w Manchesterze United blisko trzydzieści lat i nikt nie narzekał. Mamy więc wzorzec do naśladowania – mówi z uśmiechem menadżer klubu. – Różnimy się, jesteśmy przeciwnościami, mamy odmienne charaktery, ale bardzo dobrze to wszystko współgra. Chcemy, by Łukasz Frajtag był takim pniewskim Fergusonem i przede wszystkim mógł skupić się na spokojnej pracy – twierdzi.



Loteria z psychologią w tle

Sam finałowy dwumecz dostarczył wielu emocji. W pierwszym meczu gracze Piasta Gliwice prowadzili już 3:0, by ostatecznie zremisować 3:3. – Zrobiliśmy wszystko, by tego Pucharu Polski nie zdobyć – podsumował gorzko tę sytuację Rafał Franz, jeden z kluczowych graczy gliwickiego klubu. Inna rzecz, że „Piastunki” szansę na Puchar Polski zaprzepaściły dopiero w serii rzutów karnych, a dogodnej okazji nie wykorzystał między innymi właśnie Franz. – Chcieliśmy nie dopuszczać do rzutów karnych, bo wiedzieliśmy, że to loteria, ale nie udało się. Za styl i wrażenia nikt Pucharu Polski nie przyznaje – mówi doświadczony gracz, który w przeszłości reprezentował barwy Akademii FC Pniewy.

Innym ważnym momentem w dwumeczu była sytuacja z rewanżowego spotkania, w którym żadna z drużyn nie potrafiła odskoczyć rywalowi na więcej niż jedną bramkę. W ostatnich fragmentach rewanżowego meczu za drugą żółtą kartkę parkiet musiał opuścić Patryk Hoły, a goście przez 120 sekund musieli grać w osłabieniu. Efekt? Pniewianie... zdobywają bramkę i wychodzą na prowadzenie. I chociaż po chwili gliwiczanie wyrównali, to jednak najtrudniejszy moment Red Dragons przetrzymali. – To był chyba najtrudniejszy dla nas czas. Wiedzieliśmy jak gra Piast i zdawaliśmy sobie sprawę, że będzie trudno. Ale jednocześnie wierzyliśmy, że puchar zdobędziemy. Gdyby zabrakło nam wiary, to pewnie byśmy się nie cieszyli z tego triumfu – mówi bramkarz zespołu z Wielkopolski, Łukasz Błaszczyk.

Ostatecznie o triumfie Red Dragons w dwumeczu zadecydowały rzuty karne. Goście wszystkie skutecznie egzekwowali, Piast w dwóch przypadkach się pomylił. – A to jednak była loteria. Nie trenowaliśmy przed finałem karnych – mówił po meczu bramkarz zwycięzców, Łukasz Błaszczyk. – Przed serią karnych mówiłem nawet trenerom, że właściwie nie wiem jak strzelają gracze Piasta. Opierałem się więc trochę na psychologii. Starałem się uprzykrzać im życie swoimi gestami, okrzykami. To był mój sposób – zdradził Błaszczyk, który w ostatnich tygodniach może być szczególnie zadowolony. Najpierw awansował z reprezentacją Polski na mistrzostwa Europy, a teraz świętuje jeszcze zdobycie Pucharu Polski. – Szczerze powiedziawszy końcowych minut i karnych to chyba nie pamiętam. Nie mogłem oddychać, takie nerwy. Dopiero kilka minut po wszystkim te emocje ze mnie zupełnie zeszły – dodaje Gnybek, którego uważni obserwatorzy mogli zauważyć podczas końcówki transmisji na Łączy Nas Piłka, jak z okazałym trofeum biega uradowany po gliwickiej hali. – Wtedy emocje mi puściły doszczętnie. Spełnienie marzeń – uśmiecha się.



Wyboista droga do sukcesu

Finałowy triumf w Pucharze Polski został wywalczony w sposób charakterystyczny dla drużyny z Pniew. Charakter, nieustępliwość, pasja – to w głównej mierze powodowało, że ostatecznie w Gliwicach gracze Red Dragons mogli się radować. – Zawsze walczymy o swoje. Chociaż w pierwszym meczu, przy stanie 0:3, miałem obawy, by nie było blamażu. Na szczęście miałem złe przeczucia, a zawodnicy na parkiecie ostro zasuwali. W rewanżowym meczu nie miałem wątpliwości, wiedziałem, że potrafimy grać w futsal, wiedziałem, że emocje będą do końca – opisuje Gnybek.

Pniewianie w tym sezonie do takich dreszczowców mogli kibiców już przyzwyczaić. W każdym meczu pucharowym odrabiali bowiem straty! Zwłaszcza wyczyn z wyjazdowego starcia z beniaminkiem z Lęborka budzi zachyt. Red Dragons przegrywali na terenie rywala już… 0:4, by w ostatnich pięciu minutach doprowadzić do remisu. Podobnie było w meczu z Constractem Lubawa. Łącznie w drodze do finału Pucharu Polski pniewianie wyeliminowali trzy drużyny ze Stastcore Futsal Ekstraklasy, bo w pobitym polu zostawili również Red Devils Chojnice.

Sukces w Pucharze Polski to triumf całej miejscowej społeczności, bo większość w drużynie stanowią chłopacy, którzy na pniewskich boiskach rozpoczynali przygodę z piłką nożną. Z czasem dopiero trafili na halę. – Nie brakuje u nas zawodników z przeszłością piłkarską. Zdecydowana większość z nas jest z Pniew lub okolic. To także tajemnica naszego sukcesu. Tworzymy bardzo zgrany kolektyw, który rozumie się na boisku, ale także często spotyka się ze sobą poza parkietem. Tworzymy mega fajną paczkę – mówił jakiś czas temu na Łączy Nas Piłka Patryk Hoły, który akurat finałowego dwumeczu specjalnie miło wspominać nie będzie. W pierwszym meczu z Piastem musiał bowiem pauzować za kartki, w rewanżu, również z powodu kartek, musiał opuścić parkiet przedwcześnie.

Ogromnym charakterem w meczach finałowych popisał się Mateusz Kostecki. Nie był w pełni sił, grał z niezaleczoną do końca kontuzją, ale w pierwszym spotkaniu zdobył bramkę, w rewanżu dołożył dwie kolejne. – Chcemy dawać z siebie coraz więcej. Ja jestem w Pniewach po to, by pomagać drużynie i by być coraz lepszym zawodnikiem. Są ku temu warunki, więc mogę się skupiać wyłącznie na grze – mówił swego czasu Kostecki. Najlepszy strzelec pniewian tylko w jednym meczu Pucharu Polski, z TAF Toruń, nie wpisał się na listę strzelców.  Czym bliżej finału, było natomiast coraz lepiej i całą edycję pucharowych zmagań Kostecki zamknął z 12 trafieniami w ośmiu spotkaniach. Dzisiaj, wraz z kolegami, jest królem Pniew.

Tadeusz Danisz

Fot: Cyfrasport, 400mm.pl

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 REGULAMIN PROFILU UŻYTKOWNIKA PZPN Polityka prywatności